piątek, 11 marca 2016

Rozdział I


                Leżałam w łóżku i nie mogłam zasnąć. Znowu te głupie myśli. Czemu wydaje mi się, że ktoś mnie obserwuje? Chyba zaczynam wariować.
                Wstałam cicho z łóżka i spojrzałam na ekran mojego telefonu. Super! Jest 1.00 w nocy, a ja nie śpię. Dla pewności rozejrzałam się i ruszyłam w stronę kuchni. Zawsze, w takich chwilach, pomaga mi zbawienna tabletka nasenna.
                Otworzyłam szafkę z lekami. W końcu znalazłam znajome opakowanie i otworzyłam je. Zaklęłam w myślach. Pudełko było puste. Czeka mnie bezsenna noc, a jeśli jakimś cudem zasnę, to będą śnić mi się koszmary. Może gdzieś głębiej są jakieś inne tabletki?
                Przeszukałam dokładnie całą szafkę, ale bez rezultatu. Zrezygnowana wróciłam do swojego pokoju i chwyciłam telefon. Wystukałam na klawiaturze telefonu, krótką wiadomość do Gabrieli:
-Hej. Śpisz już?
Nie minęła minuta, a dostałam odpowiedź. Głupio się pytałam, przecież Gabi to królowa nocnego życia, a jeśli chodzi o piątki to już w ogóle. Wiadomość była następująca:
-Jasne, że nie. Jak chcesz to wpadaj. Mojej mamy nie ma w domu.
Bez zastanowienia odpisałam jej, że zaraz będę. Wzięłam kartkę oraz długopis i nabazgrałam wiadomość do Estery, żeby się nie martwiła, bo jestem u Gabrieli.
                 Spięłam moje orzechowe włosy w wysokiego kucyka i przebrałam się w ubrania dzienne. Zarzuciłam na siebie ciepłą, zimową kurtkę, ponieważ był środek lutego, a za oknem padał śnieg. Chwilę potem wyszłam z domu.
                Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania mojej siostry, w twarz uderzył mnie silny podmuch zimnego wiatru, który natychmiast mnie ożywił. Dom Gabrieli znajdował się trzy ulice dalej, więc zapowiadał się trochę dłuższy spacer. Cieszyłam się, że założyłam moje ciepłe dżinsy i ukochany, czerwony sweter.
                Nagle zabrzęczał mój telefon, który trzymałam w tylnej kieszeni spodni. Natychmiast go wyjęłam. Dostałam kolejną wiadomość od Gabi:
-A tak wgl to przyjechał do mnie w odwiedziny  Oliwer.
No tak, Oliwer. Gabriela miała się czym chwalić, ponieważ jej brat rodzony Oliwer jest cholernie przystojny. Jest  od niej starszy o rok i mieszka z ojcem. Ich rodzice rozwiedli się kilka lat temu.
                W przeciwieństwie do Gabrieli Oliwer jest wysokim szatynem o ciepłych, zielonych oczach. Chodzi do innej szkoły i przyjeżdża tu tylko na wakacje i weekendy.
                Zawsze gdy przychodzę do Gabi, i on tam jest, zaczyna droczyć się ze mną i denerwować. A kiedy zaczynam się wymądrzać, sprzedaje mi pstryczka w nos. Pamiętam, kiedy razem z nim i Alanem w wakacje, piekliśmy tort urodzinowy dla Gabrieli. Kiedy robiłam lukier, on zaszedł mnie od tyłu i wysypał na głowę połowę mąki z opakowania. Do tej pory, moje włosy mają lekki zapach tego białego świństwa.
                Kiedy szłam tak pustą ulicą, poczułam się dziwnie samotnie. Przecież mam mnóstwo przyjaciół, którzy mnie kochają, ale czegoś mi brakuje. Nie wiem dokładnie czego, ale czuję taką wewnętrzną pustkę.
                Latarnie na ulicy świeciły przygasającym już światłem, a na niebie widniał Księżyc, któremu wtórowały gwiazdy. Przechodziłam akurat obok parku, w którym siedziała jakaś grupka gimnazjalistów, a na ich czele stał nie kto inny niż Norbert Poznański. Chodził do 3d i był najpopularniejszym chłopakiem w szkole. Zmieniał dziewczyny jak rękawiczki.
                Spojrzałam na niego z niesmakiem i szłam dalej, nawet się nie zatrzymując. Zdążyłam jeszcze usłyszeć jego wołania  typu: "Ej Fletcher! Co taka piękna dziewczyna robi o tej godzinie poza domem?". Ja odwróciłam się tylko i pokazałam mu środkowy palec, odchodząc dalej bez słowa.
                Kilka minut później stałam już pod domem mojej najlepszej przyjaciółki. Zadzwoniłam dzwonkiem, a po chwili drzwi otworzył mi Oliwer. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się i powiedział:
-No nareszcie! Stęskniłem się sztacheto! - po chwili byłam już uwięziona w jego objęciach. Poczułam zapach męskich perfum i orzeszków.
                Kiedy w końcu zdecydował się mnie puścić i mogłam normalnie oddychać, poszliśmy do salonu, gdzie Gabi oglądała film. W telewizji leciał jakiś horror. Gdy mnie zobaczyła, przywitała się i poklepała miejsce obok siebie.
-Siemka Cama! Siadaj! - powiedziała, a ja usadowiłam się obok niej.
-Myślałem, że jesteś przeciwko nocnemu przesiadywaniu przed telewizorem - zaśmiał się Oliwer i usiadł na dywanie.
-Bo mam, ale to dzisiejsze możesz potraktować jako coś w stylu nagłego oświecenia - zawtórowałam mu - Co oglądacie?
-"Piłę V". Jak się boisz możemy przełączyć na Smerfy - podśmiewała się Gabriela.
-Albo Gumisie - dodał Oliwer.
Sprzedałam obojgu kuksańce w bok. Mieli racje. Nienawidziłam horrorów i unikałam ich jak ognia, a zwłaszcza w nocy. Tak jakbym nie miała jeszcze koszmarów nocnych. W dodatku mój żołądek był zbyt wrażliwy na drastyczne sceny z krwią i flakami.
-Dobra, jak nie chcesz Gumisiów to może chociaż "Władca Pierścieni"? - powiedziała Gabriela.
Jasne, wszystko byle nie horrory, pomyślałam.
Pokiwałam głową, co miało być znakiem, że się zgadzam. Oliwer wyjął z DVD płytę i włożył drugą. Po chwili na ekranie pojawiły się napisy początkowe, a szatyn usiadł koło mnie i objął ramieniem.
Gdy posłałam mu pytające spojrzenie, powiedział:
-To po to, żebyś się nie bała. Wiesz, na wszelki wypadek.
Spojrzałam na Gabrielę, która przyglądała się nam z podejrzanym uśmiechem. Kiedy Oliwer nie patrzył kopnęłam ją dyskretnie w łydkę.

                                                                                     ***

                Obudziłam się w objęciach Oliwera, a obok mnie, na podłodze, spała Gabriela. Był to widok komiczny, ponieważ tuliła do siebie butelkę po Coca-Coli. Szturchnęłam ją delikatnie nogą, aby się obudziła, ale ona spała jak zabita. Byłam więc zmuszona do podjęcia bardziej drastycznych środków.
                Obudziłam Oliwera, a gdy tylko otworzył oczy, wskazałam mu Gabrielę śpiącą na podłodze. Przyłożyłam palec do ust na znak, że ma być cicho. Chwilę potem poszłam do pokoju Gabi, po czarny marker. Wróciłam i kucnęłam obok mojej ofiary. Naszkicowałam jej pod nosem piękne, francuskie wąsy, po czym wzięłam klej szkolny w tubce i trochę piór z poduszki. Klejem posmarowałam narysowane wąsy i przykleiłam jej do twarzy pióra. Widząc zdziwioną minę Oliwera powiedziałam szeptem:
-No co? W przedszkolu marzyła o takich. Zresztą muszę pomścić moje czarne kropki na twarzy podczas wycieczki szkolnej.
Odsunęłam się i schowałam narzędzia zbrodni. Teraz mogłam zacząć ją budzić.
-Gabi!!! Wstawaj!!! - krzyknęłam jej do ucha.
Gdybym w porę się nie odsunęła, dostałabym ręką w twarz. Gabriela złapała się za ucho i zaczęła mi wymyślać:
-Oszalałaś?! Chcesz żebym ogłuchła?! Wystarczyłoby zwykłe "Pobudka"!                                                                                   
Na chwilę osłupiała i złapała się za miejsce, gdzie miała przyklejone pióra.
-Co ja mam na twarzy?! - zapytała i pobiegła do łazienki.
Razem z Oliwerem zaśmiewaliśmy się, gdy wyszła z toalety. Jej skóra po nosem była czerwona, a w ręku trzymała piórka, które jeszcze przed chwilą miała na twarzy. Patrzyła na nas wzrokiem, który mógłby zabijać. Po dłuższym czasie odezwała się zdenerwowana:
-Które z was mi to zrobiło?!
-Na mnie nie patrz! To jej pomysł! - bronił się Oliwer.
-Ale ty jesteś szlachetny - burknęłam.
-Zawsze do usług księżniczko - puścił mi oczko.
Kiedy Gabriela przechodziła obok mnie usłyszałam jak po cichu mówi do siebie:
-Czemu oni nie są jeszcze razem?

piątek, 4 marca 2016

Prolog

                Na początek może się przedstawię. Nazywam się Carmen Fletcher i mam 14 lat. Znajomi i przyjaciele wołają na mnie "Cama".
                Na pierwszy rzut oka, wyglądam jak przeciętna nastolatka. Teraz powiem, że nie ma nic bardziej mylnego. Moje życie to jedno, wielkie pasmo niepowodzeń i rozczarowań. Zacznijmy od tego, że jestem sierotą. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym rok temu i od tamtego czasu, mieszkam z moją o 11 lat starszą siostrą Esterą oraz z jej mężem Michałem i córką Zuzią. Nie to, żeby było mi tam źle. Tak naprawdę jest mi tam dobrze,  ale jednak bardzo tęsknię za rodzicami.
              W dodatku Estera z Michałem mają problemy finansowe, więc nie możemy pozwalać sobie na zbyt wiele. Podziwiam ich, ponieważ mają 5-letnią córeczkę, długi i wiele innych spraw na głowie, a i tak wzięli mnie na wychowanie. Aż do końca życia nie zapomnę im tego.
             Oprócz siostry mam też dwójkę najlepszych przyjaciół - Gabrielę i Alana. Przyjaźnimy się od podstawówki. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Są jedyni w swoim rodzaju. Gabriela to pełna życia i energii blondynka z błękitnymi oczami. Dla niej bez ryzyka nie ma zabawy. Alan za to jest tajemniczym i ciągle uśmiechniętym chłopakiem o kasztanowych włosach i czekoladowych oczach. Są dla mnie jak rodzeństwo i jestem dla nich bardzo ważna, tak jak oni dla mnie.
                Każdej nocy rozmyślam  o tym, czy moje życie ma sens, a rano budzę się z przekonaniem, że jestem kompletnym zerem. Gdy patrzę w lustro, czuję do siebie obrzydzenie i nie mam pojęcia czemu jeszcze jestem na tym świecie. Stawiając każdy krok boję się, że upadnę i zrobię z siebie pośmiewisko. Gimnazjum, to już nie ta podstawówka. Tu nie będziesz królem, jeśli jesteś najszybszy. Tutaj trzeba mieć najlepsze ciuchy i otaczać się tylko popularnym towarzystwem, a jeśli choć raz dostaniesz 5 ze sprawdzianu, jesteś nazywany kujonem.
                Całe moje obawy, radości i smutki oddaję w rysunkach. Rysowanie to nie moje hobby, ale coś w rodzaju terapii, ucieczki od rzeczywistości. Kiedy tylko przyłożę ołówek do kartki, odpływam w inny świat. W mój świat. Dla innych wydaje się to dziwne, ponieważ jak mazanie kredkami może pomagać? Nawet nie wiecie jak bardzo.
                Żeby pocieszać się choć trochę, wmawiam sobie, że moje życie jest jak rysunek. Gdy malarz jest natchniony, maluje ładnie i przejrzyście, bez żadnej skazy. Ale kiedy brak mu weny, bazgra byleco i wtedy jest jedna, wielka, czarna plama. Tak więc... Witaj w moim świecie.