piątek, 4 marca 2016

Prolog

                Na początek może się przedstawię. Nazywam się Carmen Fletcher i mam 14 lat. Znajomi i przyjaciele wołają na mnie "Cama".
                Na pierwszy rzut oka, wyglądam jak przeciętna nastolatka. Teraz powiem, że nie ma nic bardziej mylnego. Moje życie to jedno, wielkie pasmo niepowodzeń i rozczarowań. Zacznijmy od tego, że jestem sierotą. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym rok temu i od tamtego czasu, mieszkam z moją o 11 lat starszą siostrą Esterą oraz z jej mężem Michałem i córką Zuzią. Nie to, żeby było mi tam źle. Tak naprawdę jest mi tam dobrze,  ale jednak bardzo tęsknię za rodzicami.
              W dodatku Estera z Michałem mają problemy finansowe, więc nie możemy pozwalać sobie na zbyt wiele. Podziwiam ich, ponieważ mają 5-letnią córeczkę, długi i wiele innych spraw na głowie, a i tak wzięli mnie na wychowanie. Aż do końca życia nie zapomnę im tego.
             Oprócz siostry mam też dwójkę najlepszych przyjaciół - Gabrielę i Alana. Przyjaźnimy się od podstawówki. Uwielbiam spędzać z nimi czas. Są jedyni w swoim rodzaju. Gabriela to pełna życia i energii blondynka z błękitnymi oczami. Dla niej bez ryzyka nie ma zabawy. Alan za to jest tajemniczym i ciągle uśmiechniętym chłopakiem o kasztanowych włosach i czekoladowych oczach. Są dla mnie jak rodzeństwo i jestem dla nich bardzo ważna, tak jak oni dla mnie.
                Każdej nocy rozmyślam  o tym, czy moje życie ma sens, a rano budzę się z przekonaniem, że jestem kompletnym zerem. Gdy patrzę w lustro, czuję do siebie obrzydzenie i nie mam pojęcia czemu jeszcze jestem na tym świecie. Stawiając każdy krok boję się, że upadnę i zrobię z siebie pośmiewisko. Gimnazjum, to już nie ta podstawówka. Tu nie będziesz królem, jeśli jesteś najszybszy. Tutaj trzeba mieć najlepsze ciuchy i otaczać się tylko popularnym towarzystwem, a jeśli choć raz dostaniesz 5 ze sprawdzianu, jesteś nazywany kujonem.
                Całe moje obawy, radości i smutki oddaję w rysunkach. Rysowanie to nie moje hobby, ale coś w rodzaju terapii, ucieczki od rzeczywistości. Kiedy tylko przyłożę ołówek do kartki, odpływam w inny świat. W mój świat. Dla innych wydaje się to dziwne, ponieważ jak mazanie kredkami może pomagać? Nawet nie wiecie jak bardzo.
                Żeby pocieszać się choć trochę, wmawiam sobie, że moje życie jest jak rysunek. Gdy malarz jest natchniony, maluje ładnie i przejrzyście, bez żadnej skazy. Ale kiedy brak mu weny, bazgra byleco i wtedy jest jedna, wielka, czarna plama. Tak więc... Witaj w moim świecie.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz